Forum www.poliamoria.fora.pl Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Ja, mój mąż i nasz chłopak - jak być szczęśliwym we troje?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.poliamoria.fora.pl Strona Główna -> Związki i relacje
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Katarzynka



Dołączył: 28 Gru 2017
Posty: 7
Przeczytał: 38 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 13:22, 28 Gru 2017    Temat postu: Ja, mój mąż i nasz chłopak - jak być szczęśliwym we troje?

Nie mam pojęcia od czego zacząć, wiem tylko, że jestem zagubiona i potrzebuję porady kogoś doświadczonego. Chyba bez odpowiedniego przygotowania wraz z mężem weszliśmy w wielokąt i bardzo chciałabym znaleźć sposób na szczęśliwe zakończenie.

Przepraszam, post będzie bardzo długi, ale liczę na Waszą cierpliwość.

Z mężem jesteśmy razem od lat, ale pobraliśmy się niedawno. Zawsze byliśmy sobie wierni, jednak oboje wiele rozmawialiśmy na temat mitów, w które nie wierzymy – że jeżeli kogoś pokocham, to magiczna wajcha w mej głowie wyłącza zainteresowanie innymi osobami. Zgodnie twierdziliśmy, że my tacy nie jesteśmy, ale też do niedawna nie było okazji sprawdzić tego w praktyce. Mąż co prawda często powtarzał, że mogę się przespać z kimś innym, o ile tego chcę, ale ja właśnie nigdy nie chciałam. Dla mnie seks jest relacją i nie miałam ochoty tego robić bez uczuć.

Od 5 lat przyjaźnimy się z Kacprem. To najlepszy przyjaciel męża. Przystojny, inteligentny, zabawny – nigdy jednak nie byłam nim zainteresowana. Zgrywał cynicznego podrywacza, co zawsze wyśmiewałam. Od dłuższego czasu zdawało mi się, że robi do nas dziwne podchody, niejako badając grunt. Jakieś niby niezobowiązujące rozmowy o trójkątach – co wy o tym sądzicie itp. Kiedyś przyszedł do nas ze swoją (już byłą) dziewczyną i po kilku głębszych zaczęliśmy jakieś pijackie wygłupy. Skończyło się tym, że kochaliśmy się obok siebie, ja z mężem, a on z nią.

To uświadomiło mojemu mężowi, że inny mężczyzna w łóżku wcale mu nie przeszkadza. Wcześniej, gdy rozmawialiśmy o trójkącie MKM, mówił w żartach: ja widzę to tak, ty się z nim kochasz, a ja w drugim pokoju czytam książkę. Po co mam patrzeć na gołego faceta? Po tym pijackim czworokącie wyznał mi jednak, że nawet podoba mu się ta wizja, że moglibyśmy to zrobić z Kacprem we troje.

Miałam wątpliwości, ale też nagle powróciły dawne marzenia o związku we troje i zgodziłam się. Było to ponad pół roku temu. Bez owijania w bawełnę – wszystko wyszło bardzo naturalnie. We troje byliśmy tym tak zachwyceni, że od tego czasu zaczęliśmy sypiać ze sobą regularnie. Do tego nasza przyjaźń bardzo się umocniła – wspólne wyjazdy, imprezy, spacery, rozmowy po świt. Zupełnie inny poziom zaufania, wzajemnej troski. W górach we troje na szlaku trzymaliśmy się za ręce, tuliliśmy do siebie i powtarzaliśmy jakie to szczęście, że mamy siebie. Żartobliwie nazywaliśmy go naszym chłopakiem.

Odkąd zaczęliśmy razem sypiać, Kacper niemalże zamieszkał z nami (jest z innego miasta, ale częściej bywał u nas niż u siebie). Do tego mój mąż zaczął nas zachęcać, byśmy kochali się także bez niego, jeżeli przyjdzie nam na to ochota. Obaj tego chcieli, więc stwierdziłam – czemu nie? Początkowo niespecjalnie mi się podobało, ot zaspokojenie fizycznych potrzeb. Z czasem jednak… Mam własną działalność, pracuję w domu, mąż zaś na etacie. Przez to z Kacprem spędzaliśmy dużo czasu tylko we dwoje. Zaczęliśmy się bliżej poznawać, otwierać przed sobą. Opowiedział mi o przykrych doświadczeniach, które nauczyły go trzymać gardę w relacjach międzyludzkich.

Czułam, że więź emocjonalna między nami się umacnia. Chcieliśmy porozmawiać o tym z mężem – czy wiesz, że nie umiemy oddzielać seksu od uczuć? Że jesteśmy dla siebie kimś więcej niż przyjaciółmi? Mąż mówił, że to rozumie, ale nie chce o tym rozmawiać. Że to nasza sprawa.

Początkowo broniłam się przed tym uczuciem, nie chciałam kochać Kacpra w pojedynkę. Chciałam byśmy pokochali go wraz z mężem i stworzyli szczęśliwą relację we troje. Do tego słowa Kacpra – że dziękuje, że go przygarnęliśmy. Że jest z nami najszczęśliwszy na świecie. Nigdy nikogo nie kochał i nie czuł się kochany, aż do teraz. Że jesteśmy dla niego najważniejsi na świecie. Zaczęłam wierzyć, że naprawdę będziemy szczęśliwi we troje. Przestałam blokować swoje emocje, otworzyłam się na nie i, o rany, naprawdę pokochałam go. Wierzyłam, że pokochaliśmy oboje. Od razu nasze zbliżenia z nim stały się dla mnie zupełnie innym przeżyciem, zaczęliśmy się prawdziwie kochać, a nie tylko uprawiać seks.

I o dziwo, gdy z Kacprem uświadomiliśmy sobie, że się kochamy, nagle wszystkie nasze obawy zniknęły. Przekonałam się, że poliamoria to nie tylko teoria – moja miłość do męża nie osłabła ani trochę. Nasz związek nie ucierpiał, przeciwnie, zdawało mi się, że jest jeszcze silniejszy. Kacper za to zauważył, że nie jest męża rywalem. Wcześniej się stresował, że coś pomiędzy nami popsuje, ale uświadomił sobie, że kocham ich obu i nie muszę rezygnować z żadnego z nich. Że możemy być szczęśliwi we troje.

Gdy sobie to uświadomiliśmy, stwierdziliśmy że mąż nie może dłużej unikać rozmów z nami na ten temat. Siedliśmy z nim, powiedzieliśmy że go oboje kochamy, siebie nawzajem też i chcemy, by nam powiedział, czy widzi jakąś przyszłość dla nas trojga. Wtedy mąż powiedział, że nie – że w tej układance jest za mało elementów. Że nie potrafi pokochać faceta i potrzebuje kochanki. Co więcej, powiedział mi, że chce przespać się z koleżanką z pracy, która go adoruje od dłuższego czasu. Chociaż jeden raz. Wyznał, że od początku chodziło mu wyłącznie o otwarcie się na seks z innymi osobami, a miłość powinna być zarezerwowana tylko dla naszej dwójki. Poczuł się zraniony tym, że pozwoliłam sobie pokochać Kacpra.

Przeryczałam kilka nocy z rzędu, idiotka. Że też pozwoliłam sobie uwierzyć w dawne marzenia o związku we troje. Pieprzona marzycielka. I jak to teraz? Przestać kochać, na zawołanie? Na pewno przestać z Kacprem sypiać. Ależ byłam zła na siebie. Po pierwsze - ze względu na męża, że pozwoliłam mu unikać rozmów, aż nagle rozbieżne oczekiwania zaprowadziły nas w tak oddalone od siebie miejsca. I ze względu na Kacpra. Że pozwoliłam mu się otworzyć, uwierzyć i pokochać nas, a teraz mamy kazać mu powrócić do stanu sprzed miesięcy. No i jeszcze sprawa nieszczęsnej kandydatki na kochankę. Nigdy nie chciałam otwartego związku, ale czy mam prawo powiedzieć nie? Po tym wszystkim co sama otrzymałam?

Stwierdziłam, że muszę ją poznać. Być może ją polubię i to mi pomoże. Mąż przygotował ją przed spotkaniem, powiedział że jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, ale chcemy się otworzyć na innych. Ach, jakże fatalne było to spotkanie. Dziewczyna, młódka, singielka, prężyła przede mną muskuły – ile to związków rozbiła. Dopytywała czy jestem o nią zazdrosna – jakby to miało połechtać jej ego. Z drugiej strony jednak cały czas przekonywała mnie, że mój mąż nawet jej się nie podoba, że nigdy nic nie było itd. Krótko mówiąc – zero szczerości na tym spotkaniu.

Kacper przekonał mnie jednak, że powinnam dać jej jeszcze jedną szansę. Że to nowa sytuacja i być może dziewczyna była zestresowana i nie wiedziała jak się zachować. Nie wiem dlaczego, ale uległam. Spotkaliśmy się we czwórkę. Noc skończyła się tak, że mąż został z nią w salonie, a my z Kacprem poszliśmy do sypialni.

Przez kolejny tydzień było pomiędzy nami źle, dużo się kłóciliśmy. Żałowałam, że na to pozwoliłam. Uświadomiłam sobie, że mamy z mężem zupełnie odmienne oczekiwania – on potrzebował seksu z inną, bez miłości. Ja chciałam związku we troje, satysfakcjonującego wszystkich zainteresowanych. Gdy Kacper wyjechał po ostatniej wizycie i zostaliśmy sami, przebyliśmy największą batalię. Nie mogłam się pogodzić z tym, że poszedł z nią do łóżka, mimo iż wiedział, że tego nie chcę. Zawsze wierzyłam, że inne osoby mogą dołączyć do naszego związku tylko za obopólną akceptacją. Do tego nie mogłam pojąć tej jego teorii – że seks z innymi jest w porządku, dopóki odbywa się bez uczuć. Jak to, cholera?! Przecież miłość jest tak piękna i dobra. Przecież Kacper jest dla nas idealny - oddany przyjaciel, kochający, lojalny, otwarty w łóżku na nas obojga. Jakże seks z nim ma być gorszy niż seks z jakąś przypadkową dziewczyną, której nawet nie znamy i której jedno z nas nie akceptuje?!

Ostatecznie jednak nasza miłość we dwoje jest dla nas najważniejsza, nasze małżeństwo jest priorytetem. Wiemy i zawsze to wiedzieliśmy, że chcemy być razem już zawsze i jesteśmy ze sobą najszczęśliwsi. Mąż stwierdził, że tak naprawdę nie potrzebuje innych kobiet, tylko widząc jak szczęśliwi jesteśmy z Kacprem, poczuł presję, by też mieć podobnie. By układ uczynić bardziej symetrycznym. Stwierdził, że nigdy już nie prześpi się z tamtą dziewczyną, bo najważniejsze są moje uczucia. Powiedział też, że nie zmusza mnie bym przestała sypiać z Kacprem. Powiedział, że też go kocha - jak przyjaciela. Chciałby jednak, abym i ja kochała go wyłącznie po przyjacielsku, a nie romantycznie. Wspólnie postanowiliśmy już zawsze jako priorytet stawiać potrzeby nas dwojga.

Uff… dobrnęłam do końca relacji. Na tym zakończyły się nasze rozmowy. Kacper przyjeżdża do nas na sylwestra i musimy jakoś mu przekazać to, do czego wspólnie doszliśmy.

I teraz moje pytanie, jak we wstępie, czy mamy jeszcze szansę na szczęśliwe zakończenie? Jakże mogę dalej, mimo przyzwolenia, kochać się z Kacprem, jeżeli wiem, że nie stworzymy związku we troje? Że dla mojego męża nasza relacja to coś wybrakowanego, co nie tylko nie daje mu szczęścia, ale także wywołuje presję i mimowolną zazdrość? Czy jest jakaś szansa, by z naszej trójki zbudować coś satysfakcjonującego nas wszystkich? Czy jeśli Kacper znajdzie kobietę otwartą na nas i stworzymy symetryczny układ, mogłoby to jeszcze uratować naszą relację? Czy może jednak wszystko stracone i pozostaje nam próba powrotu do stanu sprzed paru miesięcy, tylko przyjaciele?

Dziękuję wszystkim, którzy przebrnęli przez ten elaborat i czekam na Wasze opinie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
eWua



Dołączył: 06 Sty 2010
Posty: 176
Przeczytał: 16 tematów

Skąd: Opole
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 11:27, 11 Sty 2018    Temat postu:

Uch, cześć Katarzynko.
Mega skomplikowana sprawa. Stylu "a miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle".
Widzę sporą niekonsekwencję w postawie Twojego męża. Najpierw chciał związku we troje, potem Cię zachęcał, abyś korzystała też z chwil sam na sam z Kacprem, organizował czas tak, abyście spotykali i działali we trójkę, a później się z tego wycofał. Wycofał, kiedy było za późno.
Kobiety z natury są bardziej emocjonalne (uogólniam, wiem). U nas satysfakcja seksualna najczęściej idzie w parze z relacją emocjonalną. U mężczyzn (znowu uogólniam) połączenie seksu z emocjami nie jest konieczne.
Fakt jest, że Ty miałaś "podwójne korzyści" z racji dwóch partnerów, gdzie obu kochałaś (kochasz) psychicznie i fizycznie. Ale gdzieś się sypnęła komunikacja. Twój mąż nie zakomunikował problemu, wtedy, kiedy się pojawił.
Może rozwiązaniem będzie, gdy Twój mąż będzie miał stałą kochankę/dziewczynę (niekoniecznie tą młódkę)? Albo, jakby Kacper znalazł sobie dziewczynę otwartą i chętną na tego typu relacje? Tylko ta druga opcja jest bardziej utopijna. Dziewczyna musiałaby być chętna, musiałaby być atrakcyjna dla Twojego męża, a Twój mąż dla niej. Strasznie dużo warunków.
Kiedyś byłam w sytuacji, że mając partnera, miałam jeszcze dziewczynę, która również była w związku z mężczyzną. Bardzo chciała, aby chłopcy z kumplostwa (nawet nie z przyjaźni) przeszli na relacje intymne ze sobą. No cóż... nie da się tak o na życzenie. To tak nie działa Sad

Nie mam złotej rady. Rozmawiać, określać swoje potrzeby, słuchać i szanować się na wzajem.

Katarzynko, jak poszło Wasze sylwestrowe spotkanie? Coś się zmieniło?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Katarzynka



Dołączył: 28 Gru 2017
Posty: 7
Przeczytał: 38 tematów


Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 16:07, 11 Sty 2018    Temat postu:

eWua, dziękuję Ci bardzo za poświęcony czas i odpowiedź.

Masz rację, zabrakło komunikacji. Rozmawiać i określać swoje potrzeby, to na pewno dobra rada. Niestety mąż jest dość skrytym osobnikiem i ma duży problem z nazywaniem swoich uczuć. Na całe szczęście ta porządna sprzeczka wyszła nam na dobre, bo wreszcie zaczął analizować własne emocje i odważył się więcej o nich mówić.

Sylwestra spędziliśmy we troje i alkohol trochę nam wszystkim rozwiązał języki. Mąż przyznał, że był zazdrosny, lecz bardziej nawet niż o mnie, to o Kacpra. Czuł, że „kradnę” mu jedynego, najlepszego w życiu przyjaciela, bo Kacper zaczął częściej zwierzać się mi, niż jemu i mówić rzeczy jakich nie mówił nigdy mężowi. Stwierdził, że nie każe nam przestać się kochać (cytat wieczora: „ja też cię kocham, ale nigdy ci tego nie powiem”), ale nie chciałby się czuć odstawiony np. gdy wraca z pracy, a ja klikam coś z Kacprem, albo połowę czasu gadam na jego temat, co robiliśmy, o czym rozmawialiśmy itp.

Cholera, nie zauważałam tego wcześniej, ale faktycznie tak było. W tej całej euforii rzeczywiście za dużo czasu i uwagi poświęcałam nowej relacji.

Stanęło na tym, że z Kacprem ograniczymy nasz kontakt we dwoje. Na razie on chce się odciąć na parę tygodni, by sobie wszystko poukładać. Rozważa przeprowadzkę do naszego miasta, by nie musieć u nas „mieszkać” i przez to spędzać tylu godzin ze mną sam na sam. O północy mnóstwo wzajemnych obietnic, zapewnień że nasza przyjaźń jest najważniejsza i nie pozwolimy, by cokolwiek ją zniszczyło. Wypiliśmy za to, by znaleźć tę czwartą do brydża, dziewczynę która zechce do nas dołączyć. Nie mam nic przeciw temu, by jakaś sympatyczna Pani spotykała się z moim mężem, o ile czasem zechce ze mną wyjść na kawę lub zakupy 😉A może uda się jakimś cudem stworzyć ten utopijny czworokąt?

W każdym razie wieczór zakończyliśmy we troje w sypialni 😊 Po Sylwku Kacper pozostał u nas jeszcze przez tydzień, ale więcej poważnych rozmów o nas nie było. Po jego wyjeździe mąż stwierdził, że cieszy się, że wreszcie z nami porozmawiał i że już widzi jak wszystko pomału odzyskuje dawną równowagę (faktycznie zaczęłam się pilnować z tym, by nie czuł się zaniedbywany).

Wydaje się, że na chwilę obecną kryzys zażegnany. Teraz tylko tak jak napisałaś: rozmawiać, słuchać i szanować się.

A jeśli jakaś miła i otwarta Pani z okolic kuj.-pomorskiego (choć niekoniecznie, świat jest teraz mały) szuka ekipy, z którą może porozmawiać, pośmiać się, potańczyć, pograć w planszówki i kto wie co jeszcze… zapraszam na priv!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
eWua



Dołączył: 06 Sty 2010
Posty: 176
Przeczytał: 16 tematów

Skąd: Opole
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 19:55, 11 Sty 2018    Temat postu:

Cieszę się, Katarzynko, że wszystko się w miarę poukładało i trzymam kciuki, aby było tylko lepiej Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.poliamoria.fora.pl Strona Główna -> Związki i relacje Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Programosy.
Regulamin